Buty Lita Jeffreya Campbella – kit czy hit?

ButyBez względu na to, czy są w naszym guście czy nie, buty Lita bezsprzecznie biją rekordy popularności. Noszą je gwiazdy, blogerki, modelki pozują w nich na sesjach do kolorowych magazynów. Aby kupić buty na oficjalnej stronie, musimy ustawić się w wirtualnej kolejce na swój rozmiar, a może trwać nawet kilka miesięcy. W dodatku wprowadzono jednorazowy limit zakupów, który wynosi 3 pary! A Lity do najtańszych nie należą, gdyż ich cena to średnio 160$. Na czym więc polega ich fenomen?
Na pewno opiera się na historii (a może micie?), że te buty są niezwykle wygodne. Mi, noszącej zazwyczaj baletki, ciężko jest uwierzyć, że buty na 14 cm obcasie oraz 5 cm platformą są najwygodniejszym obuwiem pod słońcem.  Każdy szczęśliwy posiadacz mówi, że są idealnie wyprofilowane i bardzo stabilne, prawdopodobnie dzięki masywnemu obcasowi.
Buty te są produkowane chyba w każdym możliwym kolorze i wzorze, zaczynając od klasycznych czarnych skórzanych po brokatowe, koronkowe, te z motywem flagi i wężowej skóry.
Dzięki swojemu kształtowi, Lity  sprawiają że sylwetka osoby, która je nosi wydaje się być dużo szczuplejsza. To już argument nie do przeforsowania

BB Cream’y

Jak znaleźć odpowiedni produkt dla siebie?
Najlepsze byłoby przetestowanie kilku, ale niestety testerów azjatyckich BB Cream’ów nie znajdziemy w drogeriach. Można np. skorzystać z wymiany próbkami, które odbywają się na forach kosmetycznych.
Znana firma produkująca BB Cream’y – Skin79, stworzyła test, dzięki któremu możemy wybrać pośród kremów tej marki ten najlepszy dla siebie.

Czy rzeczywiście działają?
W internecie możemy natrafić na wiele zdjęć, na których pokazane są cudowne efekty poprawy skóry przez używanie samego BB Cream’u. Nie byłabym taką optymistką, być może są to zdjęcia sprytnych marketingowców, którzy dzięki nim zyskują coraz więcej klientów. Potraktowałabym Bb cream raczej jako świetny krem, bądź cudowny podkład, który może przy okazji długiego i systematycznego stosowania poprawić stan naszej skóry.

Gdzie go kupić?
Najłatwiejszą drogą do zdobycia BB Creamu będą sklepy i aukcje internetowe. Uważajcie jednak na nieuczciwych sprzedawców (głownie z Chin), ponieważ na rynku pojawia się coraz więcej podróbek, które mogą wam jedynie zaszkodzić.

Azjatycki cud kosmetyczny, czyli wszystko o BB Cream’ach

BBCreamUżywa ich już cała Azja, a szaleństwo powoli ogarnia Niemcy i inne kraje Europy Zachodniej.  W Polsce jeszcze nie są tak bardzo znane, ale mają swoją rzeszę fanów skupioną na forach internetowych  reklamujących ich używanie.

Czym jest BB Cream?
Dla niektórych będzie to niespodzianką, ale BB (Blemish Balm) Cream  został wymyślony i stworzony w Niemczech, na potrzeby pacjentów chirurgów plastycznych.  Jest połączeniem kremu i podkładu. Zawiera witaminy, substancje odżywcze oraz wysoki filtr przeciwsłoneczny .
Większość z tych kremów ma za zadanie likwidować przebarwienia, leczyć niedoskonałości, maskować pory oraz nawilżać i uspokajać naszą cerę. Są także wersje liftingujące, czy przeciwtrądzikowe oraz inne, dostosowane do zaawansowanych potrzeb skóry.
Wydaje się ideałem? Niestety, coraz więcej firm żeruje na fenomenalnej opinii BB Cream’ów i produkuje swoje odpowiedniki – z małą ilością składników odżywczych. W dodatku zawierających silikon czy alkohol, które mogą wywołać podrażnienia.

Na celowniku – skandynawskie blogerki

Są piękne, noszą designerskie ubrania, podróżują po świecie, na swoich blogach (i nie tylko) zarabiają krocie i nie kryją swojego zamiłowania do chirurgii plastycznej. O kim mowa? Już pewnie wiecie – skandynawskie blogerki. Znamy je głównie dzięki przepięknej Kenzie , fashion-victim Anette , romantycznej i nieco nieśmiałej Mariannie, wciąż niepełnoletniej Voe czy skandalizującej pół-Polki, poł-Szwedki Alexandrze . Na czym polega fenomen ich popularności?
Po pierwsze, ich kariery zaczęły się na blogach. Każda z wyżej wymienionych dziewczyn zaczynała, jako blogerka, która na swojej life-stylowej stronie pokazywała ubrania, domy, zdjęcia z wycieczek i imprez. Życie, które mogłoby uchodzić za idealne. Tą idealnością – ubrania zazwyczaj są drogie i świetnie dobrane, włosy i makijaż nienaganne, wnętrza piękne, a wycieczki bardzo egzotyczne – przyciągnęły ogromne ilości fanów, zarówno ze swoich krajów, jak i całego świata. Aktualnie robią karierę, jako prezenterki telewizyjne (Kenza), projektantki (Mariannan czy Nettenestea), piosenkarki (Voe) czy zarabiają na swoje drogie hobby, jakim jest poprawianie urody (Kissies).
Czy tylko to, w jaki sposób zrobiły karierę je łączy? Moim zdaniem nie. Przeglądając skandynawskie blogi, nie mogę pozbyć się wrażenia, że to atak klonów. Idealne już dziewczyny, namiętnie się odchudzają, ćwiczą i operują coraz bardziej przypominając siebie nawzajem. Królują mocno wychudzone sylwetki, długie, falowane włosy, małe nosy i powiększone usta. Indywidualność, która przyciągnęła czytelników, znikła gdzieś pod tymi samymi ubraniami. Blogi, które kiedyś mogły motywować, teraz często demotywują pokazując straszną metamorfozę autorki z ładnej i słodkiej dziewczyny, w kolejną ofiarę chirurga plastycznego.
Czemu więc wciąż mają tak wielu czytelników i są popularne zwłaszcza w Europie Środkowej i Wschodniej? Ciągle jeszcze jesteśmy w tyle za stylem życia, który prezentują Szwedki, Norweżki czy Finki, które stać na wakacje kilka razy w roku, prywatnego trenera fitnessu i częste wizyty u kosmetyczki.  Ciągle dążymy do perfekcji, która jest mniej idealna z polskim, aniżeli szwedzkim budżetem.